Strona główna
Internetowej
Gazety Katolików
Stanisław Krajski
Abp StanisławWielgus, Rada Stała Episkopatu i Isakiewicz-Zalewski – kilka uwag na gorąco

Co to się dzieje? Napływają sprzeczne doniesienia. Pojawiają się nieprawdziwe informacje. Media informują o stanowisku Watykanu, który nie chce autolustracji Arcybiskupa i nakazuje mu opuszczenie Warszawy. PAP podaje, ze Watykan niczego nikomu nie nakazywał. Następnego dnia media przynoszą informację, że te polecenia, a raczej zalecenia pochodzą z Rady Stałej Episkopatu, w której jest 8 biskupów. Trudno zrozumieć takie stanowisko jeżeli miało faktycznie miejsce). Abp Gocłowski dowodzi, że tak być powinno, bo jest konkordat, a więc biskup nie może się poddawać sądom świeckim. Dziwne to. Biskupowi nie wolno bronić swojego dobrego imienia, bo taki jest konkordat.
Cos tu jest nie tak.
W jednym z artykułów w „Rzeczpospolitej” czytamy: „Wiadomo, że proces mógłby ujawnić mechanizmy funkcjonujące w Kościele i kulisy rezygnacji arcybiskupa”.
Czy to naprawdę o to chodzi? Czy może chodzić o co innego? O co?
W tym samym artykule czytamy też: „Groźniejszym efektem autolustracji abp. Wielgusa mogłoby być jednak co innego: zachęcenie innych księży i biskupów, żeby się odwoływali od decyzji swoich przełożonych czy komisji kościelnych do sądów świeckich. Sam arcybiskup chciał, by część procesu dotycząca relacji pomiędzy duchowieństwem została utajniona”.
O jakich decyzjach tu mowa. Czy ktoś ma taki scenariusz, ze będą ujawniane papiery na niewygodnych księży czy biskupów i będzie to zawsze owocować ich ustąpieniem? W takie sytuacji władzę nad Kościołem zyskałaby jakaś zewnętrzna w stosunku do niego i wroga mu siła.
Coś tu jest nie tak. Wydaje się na zdrowy rozum, że jeżeli chodzi o to czy ktoś był czy nie był agentem to najbardziej kompetentny do rozstrzygnięcia tego problemu jest sąd. Komisja kościelna może tylko prowadzić badania i zbierać materiały. Nie jest sądem. Przełożony kościelny też może wyciągać konsekwencje z czynu popełnionego i udowodnionego, a zatem często tylko na podstawie wyroku sądu.
Jeżeli nie jest jasne czy czyn został popełniony czy nie nikt nie może za niego karać czy odbierać dobrego imienia.
Ktoś tu (np. media i tacy ludzie jak Terlikowski) obawiają się autolustracji Arcybiskupa i robią wszystko, by do niej nie doszło lub by ją jakoś zaćmić czy pomniejszyć jej efekty. Kto jednak jeszcze się jej boi i dlaczego? Dlaczego wszystko rozgrywa się tu za pośrednictwem mediów?
Wszystko wskazuje na to, że gdzieś w tle kryje się jakaś siła, która chce osłabić Kościół, wbić klina pomiędzy hierarchię a wiernych, wszystkich ze wszystkimi w kościele skłócić, spowodować podejrzliwość, brak zaufania, głębokie i trwałe niechęci, rozbić do końca wewnątrzkościelną jedność.
Książka Isakiewicza-Zalewskiego, czy on tego chce czy nie (tego nie wiem) wpisuje się w to wszystko bardzo negatywnie. Być może, że ks. Isakiewicz zrobił rzetelną robotę, ale dziennikarzy interesują tylko nazwiska i te nazwiska podają, by obedrzeć je z godności i by uderzyć w Kościół. Ich intencje są czytelne. Ks. Isakiewicz orzekając kto był a kto nie był agentem (lub choćby to tylko sugerując) stawia się faktycznie w roli najwyższego sędziego i jakoś kata. Czy nie powinien efektów swojej pracy przekazać tylko biskupom i przełożonym kościelnym?
Są tacy, którzy za abp. Gocłowskim powtarzają, że sądowej autolustracji nie powinno być, ale godzą się w taki czy inny sposób na lustrację kapłanów dokonywaną przez najczęściej wrogich Kościołowi dziennikarzy i przez tzw. społeczeństwo (myślę o tych, którzy przyjmują na wiarę to, co dziennikarze twierdzą i powtarzają ich opinie i wyroki).
Chaos i zagubienie. I to wszystko dzieje się w wielkim poście. Oto obraz dnia dzisiejszego. No cóż należy na to reagować większą miłością do Chrystusa i Kościoła, wiernością, modlitwą, świadectwami. I trzeba się wciąż pytać siebie: w jaki sposób Matka Boża Królowa Polski postąpiłaby, gdyby była na moim miejscu?


26.02.07